Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nastroje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nastroje. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 grudnia 2008

co człowiekowi potrzeba do szczęścia

Człowiekowi (takiemu jak ja) potrzeba:
- wanny wypełnionej do 3/4 ukropniarską (nie mylić z okropniarską) wodą
- szklaneczki wypełnionej do 1/8 (bo więcej mi nie wolno) ukochanym bushmilsem (kocham bushmillsa, kocham bono a bono kocha bushmillsa - mamy tyle wspólnego) - oczywiście alkohol wypijany jest przez mnie BEZ lodu/wody/innych rozcieńczalników - bo gdyby bozia chciała aby whiskey pić z wodą to by ją w takiej formie stowrzyła)
- przestrzeni wypełnionej muzyką - początkowo urywek z milesem davisem z kind of blue, a potem najgenialniejszy - na dziś - I cover the waterfront - i ten, za ktorym nie przepadam - john lee hooker


i o wszystko w niewiele ponad 10 minut ...

10 minut z 24 godzin dzisiejszej doby ... tylko dla mnie ...

moje szczęście na dziś ...

środa, 12 listopada 2008

podobno każdy dzień przynosi nowe niespodzianki

co zdarzyło się dziś - co byłoby niespodzianką ?

u mnie - w zasadzie nic ... a może taka "nicość" także bywa niespodzianką ... dobrą niespodzianką (czy niespodzianka - zawsze bywa miła/dobra ?- temat do innych rozważań..)

kruchość dnia, kruchość życia, kruchość chwil ...

dziś byłam prawie naocznym świadkiem potwornego wypadku ...

nie wiem kim była ... może matką, może siostrą, koleżanką, żoną ... na pewno córką ...
miała tylko 25 lat ...

wtorek, 4 listopada 2008

kolejny - cudnie zamglony dzień ...

uwielbiam mgłę - za jej tajemną tajemniczość, za to, że nigdy nie wiadomo co ona skrywa ...

no listopad jest booski !!

poniedziałek, 3 listopada 2008

kiedy zacznie padać śnieg ?

nie mogę się doczekać ...

lubię tę porę roku .. lubię listpadowe wieczory ... długie, ciche, ciepłe, ciemne ...

wbrew większości - lubię ten czas ...

czwartek, 23 października 2008

co za koszmarny dzień !!!!!!!!!!!!!!!!!!!

(i znowu śnił się ksiądz)

piątek, 10 października 2008

zemsta jest pokarmem bogów ... jestem boginią

hihihi

cudne to jest !

czwartek, 9 października 2008

ciii

cicho ... jest tak cicho .. ciekawe jakby to było gdyby już zawsze tak było ...

mogłabym się przyzywczaić (?)

ciekawe ...


i jest tak jak chcę, by było,
i jest tak, jak lubię kiedy jest

i ...

ciekawe ...

i nawet nie płaczę ...

ciekawe ...

wtorek, 9 września 2008

ekg

i znowu po raz setny, a może i tysięczny, okazuje się, że życie to niekończąca się amplituda wzlotów i upadków...

cholerny wykres elektrokardiografii, góra - dół, góra - dół, góra - dół...

..a kiedy wydaje się, że osiągnięte zostało już dno - okazuje się, ze to wcale nie dno - tylko bolesne odbicie od jednej z półek skalnych - po którym upada się niżej - na kolejną półkę i kiedy myślę, że już więcej nie wytrzymam - upadam znowu ... niżej ...

ile jeszcze upadków przede mną ?

kiedy osiągnę dno ?

dziś ?

czwartek, 4 września 2008

popołudniowo

jechałam dziś samochodem ... była piękna słoneczna pogoda końca lata ... prawdziwa autostrada pozwalała na prędkość większą niż standardowe - miejskie 50 km/h ...

w radio - muzyczny guru i jego (i moja) kultowa muzyka ...
i tyle rzeczy zależało wyłącznie ode mnie ....

i chciałam tak jechać ...daleko ...daleko ... na koniec ..............

a teraz dalej słucham tej muzyki ...

bo mój dzisiejszy (obecny) nastrój idealnie komponuje się z tym co rozpoczął piotr kaczkowski
... Amused To Death ...

i piję the or w zielonym kubanku i jest tak .... spokojnie ....

niedziela, 31 sierpnia 2008

komunikat prasowy

przez ostatnie 24 godziny - BA ! - a może nawet i więcej (bo nie wiem dokładnie OD kiedy i nie wiem dokładnie DO kiedy) ludzie źli - ZABRALI MI NET

kiedy zadzwoniłam i zapytałam najsłodszym z głosików panodneta- dlaczego jest tak, że go (neta) nie ma - panodneta odpowiedział (niezbyt odkrywczo ), że ... awaria jest...
kiedy spytałam panaodneta (głosikiem już nieco stwardniałym) - do kiedy tak będzie, że go (neta) nie będzie - panodneta powiedział - nie troszcząc się o stan mojego SŁABEGO SERCA - aż usuną awarię -
a kiedy usuną awarię - spytałam głosem w którym tliła się jeszcze nadzieja -panodneta z rozbrajającą szczerością powiedział - nie wie, bo to nie u niego ...

potem tych telefonów do panodneta wykonałam jeszcze kilka - panodneta - był niewzruszony - i wciąż odpowiadał - CZEKAĆ !

ta jego (panaodneta) niewiedza, a mój brak tlenu (bo wiadomo sieć uzależnia) - trwały tak i trwały całe niekończące się wieki (znaczy - wczorajszy dzień) ....

ale już jestem i żyję w mym świecie i jest ok

więc - dziękuję za troskę - ale - mimo wszystko - brak wpisu nie był spowodowany stanem mojego umysłu/ stanem ducha/stanem psychofizycznym - tylko - ot tak po prostu - najzwyklej pod słonkiem - banalną awarią

pewnie znowu - bo zapewniam, że znam osobiście takie przypadki - kiedy - jakiś chłopek - roztropek/robotnik budowlany - zamiast łopatą kopać w pobliżu światłowodów załatwił sprawę jednym machnięciem łyżki kaparkowej

piątek, 29 sierpnia 2008

dzień

próbowałam napisać - coś - cokolwiek - nie wychodzi nic...
głowa od popołudnia uparcie przypomina o swym istnieniu
zimno ...
trudny dzień... ciężki i długi
pora na jego koniec - niech się już skończy - najwyższy na to czas

.

...

głupio jest ten świat skonstruowany ...

bardzo głupio ...

(M. pamietam Twój uśmiech .. on już tylko w naszje pamięci pozostanie ....)


niech Ci TAM dobrze będzie ...


.

środa, 27 sierpnia 2008

chwile grozy

PRZEŻYŁAM CHWILE TOTALNEJ GROZY !!

wylogowałam się z tej strony i jak taka debilka/kretynka/idiotka/oślica nie mogłam się zalogować ...

JA NIGDY NIE GUBIĘ HASEŁ, NIGDY ICH NIE ZAPOMINAM, a tu masz...

hasło - tak na wszelki wypadek - miałam zapisane - wpisuję to zapisane - a tu błąd za błędem się pojawia ...
pisze mi ten tu o komputer na swym ekranie, że hasło złe, że błąd logowania, że jak nie pamiętam hasła to mam podać maila - to on - ŁASKAWCA JEDEN - odeśle mi to moje hasło
tylko - jak?? - pytam GRZECZNIE - jak ?? - mam odczytać to odesłane HASŁO SKORO NIE MOGĘ SIĘ ZAREJESTROWAĆ NA TEGO CHOLERNEGO MAILA !!!!!!!!!!

NOSZZZZZZZZZ ................... MAĆĆĆĆĆĆĆĆ

za 10 - a może i 100 próbą logowania - logowanie się powidło - nie wiem dlaczego, nie wiem jak .. ot po prostu komputer zajarzył, że hasło jest ok - a teraz drwiąco (ten komputer) na mnie zerka ...

PS.
ostrzeżenie: gdybym się nagle nie pojawiła, gdybym nagle przestała pisać - to może być znak, że znowu się wylogowałam - i zalogować się nie mogę - ale wierzcie mi - będę walczyć o tutejsze życie ...

bo dobrze mi tu

Wasza - nadal wzburzona - gorzka-czekolada

czwartek, 21 sierpnia 2008

kolory i nastroje


bo to jest tak, że kolory rządzą moimi nastrojami...
a dokładniej rzecz ujmując kolory filiżanek...
Mam kilka filiżanek ... kolorowe filiżanki... odpowiadają za kolory moich nastrojów
- zielona - napawa mnie optymistycznie
- niebieska - romantyzująco
- cytrynowa - orzeźwiająco
- piaskowa - rozświetlająco
- ceglasta - działa na mnie energetyzująco


a kawa musi być czarna, mocna i gorzka
(i z ekspresu ciśnieniowego:) )

a tak w ogóle to ja mam fioła na punkcie kilku spraw .. picie kawy w kolorowych filiżankach jest jednym z tych fiołków :)
(innym jest np równiusieńkie rozwieszanie prania...)

środa, 20 sierpnia 2008

obietnica

niniejszym - obiecuję -

JUŻ NIGDY NIE POWIEM W CZASIE PRZYSZŁYM NIEDOKONANYM ZDANIA:

"TO BĘDZIE DOBRY DZIEŃ"

bo to się nie sprawdza !! nigdy ten dzień nie jest dobry !!

(dwie poranne porażki + brak prądu w 5 secie i 55 min ręcznej - to chyba wyczerpuje znamiona ZŁEGO DNIA - prawda?)

wtorek, 19 sierpnia 2008

zmienność




kobieta zmienną jest - frazes ? ..
oczywiście ... zmienność nie zależy od płci, zmienność nie zależy od wieku, zmienność nie zależy od grubości portfela ...


zmiennym się jest - albo nie


jestem zmienna ...


Kocham deszcz i mgłę - jednocześnie jednym z moich ukochanych miejsc na ziemi jest Afryka

lubię góry - uwielbiam morze

roztkliwiam się nad bobasami (takimi jak na zdjęciu), a jednocześnie bardzo twardo stąpam po ziemi

zmienność ujawnia się w moim charakterze - jestem cholerykiem - wybucham - po to by momentalnie ochłonąć


moje nastroje zmieniają się


smutno mi...

ostatnia chwila

do szału (także) doprowadza mnie robienie wszystkiego na ostanią chwilę...
składanie pitów 30 kwietnia ...
kupowanie wyprawk szkolnej 30 sierpnia ...
kontaktowanie się z urzędami w ostatnim dniu wyznaczonego terminu ..

nie rozumiem po co czekać, skoro i tak wiadomo, że trzeba COŚ zrobić.. po co potem kombinować, po co denerwować się, że w tym ostatnim dniu coś wypadnie i termin zostanie zawalony..

Naprawdę nie cierpię tego.

dziś jadę oglądać dom ...

od 3 miesięcy wiadomo jest, że firma musi znaleść nowe lokum .. od 3 miesięcy wiadomo, że od 1 września trzeba się gdzieś przenieść ..

PO CO więc CZEKALI do połowy sierpnia z poszukiwaniem ??????????
nie mam pojęcia ..
no i teraz (OCZYWIŚCIE) jest nerwowo i (OCZYWIŚCIE) jest na wariata

bo nagle okazuje się, że lokali nie ma,
a jesli już są to są na końcu świata,
a jeśli nie na końcu świata to ceny są absolutnie horrendalne ..

dom - wg opisu jest idealny ... wszystko jest takie idealne - że aż nieprawdopodobne by się mogło udać ...

buu... wiem, nie wolno się nastawiać ... NO ALE JAK SIĘ NIE NASTAWIAĆ NA COŚ CO JEST W ZASIĘG RĘKI ...

(i tylko szkoda, że ta ręka nie do końca należy do mnie)

liczniki